JE SUIS

2013

Je suis un artiste. Je demande de l’argent pour cr’eer des oeuvres d’art.
I am an artist. I collect money to create a work of art.
Jestem artystą. Zbieram pieniądze na stworzenie dzieła sztuki.
Ich bin eine Künstlerin. Ich sammle Geld, um ein Kunstwerk zu schaffen.
Som umelec. Zbieram peniaze na vytvorenie umeleckého diela.
Jaz sem umetnik. Zbiram denar za ustvarjanje umetniškega dela.
Я – художник. Я собираю деньги, чтобы создать произведение искусства.
Ja sam umetnik. Skupljam novac za stvaranje umetnickog dela.
Ja sam umjetnik. Prikupljam novac za stvaranje umjetničkog djela.
나는 화가예요. 미술작업을 위해서 돈을 모았어요

Ciekawe czy pasożyt może dostać zakażenia? Pewnie nie. Dlatego artyście nie przysługuje ubezpieczenie zdrowotne. Kto to słyszał o ubezpieczaniu robactwa? Robactwo trzeba wytępić a nie hodować, żeby się dobrze miało. Na przykład taki tasiemiec. Wije się i żyje, żywi się tym co człowiek zjada. Dziesięć kanapek to dla niego mało. Wciąż i wciąż nienasycony. Gdzieś czytałam, że są kobiety połykające te robaki w ramach kuracji odchudzającej. A więc są może jakieś korzyści z posiadania pasożyta w ustroju? Trzeba pewnie trafić w odpowiednią grupę docelową. Dokładnie tak jak ze sztuką. Dla przeciętnego człowieka interesująca zdawać się może sztuka mięsa. Tylko tu też trzeba uważać. W niedogotowanym mięsie wieprzowym czają się wągry – larwy tasiemca. Nawet ignorancja nie ustrzeże przed pasożytem. Co tu robić? Czy artysta-pasożyt musi pokładać swoje nadzieje w tej mniejszości, która uszanuje i doceni jego pozytywne właściwości? No musi. Co innego zostaje? Amatorów tasiemców jest zapewne równie niewielu jak amatorów sztuki. Wszyscy poznajemy budowę tego płazińca na lekcjach biologii. I to w podstawówce. Już jako dzieci na kartkówkach zmagamy się z opisem ich cyklu rozwojowego. Co się dzieje w zatęchłej klasie na lekcjach plastyki, które prowadzi katechetka? Gramy w statki, zjadamy drugie śniadania i dłubiemy w nosach.

 

Oprócz układu pokarmowego języki są ważne. Biceps w cieniu języka znaleźć się powinien. Siłownią dla tego fałdu mięśniowego stają się codzienne zmagania. Manipulacja tak niepozornym kawałkiem mięsa umożliwia wszelką komunikację. Nawet najbardziej konceptualna sztuka wymaga materii. Wymaga istnienia mózgu, tkanek i zwojów. Wymaga trawienia, metabolizmu, wydalania. Poza cielesnością napotykamy na brak. Wyrwijmy sobie ten twór. Co nam pozostanie? Ów ciemna, wilgotna pusta jama. Język to narzędzie przepotężne. I ma zdolność do eksterytorializacji. Metafora języka wsiąka we wszelkie działania związane z kreatywnością, z twórczością wszelaką – operując w materii wytwarzamy języki. Języki-narzędzia i języki-systemy. Wiele poziomów na raz. Robimy rzeczy oślizgłe, otoczone bruzdami, szczelinami – ale idąc dalej coś zza nich wyziera, coś jeszcze. Języki przekraczają granice – jako medium podatne na przekształcenia, fałda, którą możemy operować, umożliwiają komunikację z tymi co ćwiczyli je nieco inaczej. Na słowach o podobnym znaczeniu, lecz zupełnie innym brzmieniu. Czasy są ciężkie. Co za nieznośny frazes! Jak wiadomo emigracja staje się czasem złotym środkiem. Ale trzeba znać obce języki. Albo chociaż umieć przetłumaczyć jedno zdanie: Jestem artystą. Zbieram pieniądze na stworzenie dzieła sztuki.

 

Tekst: Małgorzata Kulik